Codzienność po protestancku

edukacja dzieci

maj 14, 2008 · 2 komentarzy

Mam dwójkę dzieci, które bardzo kocham. Mam również przed sobą kilka poważnych decyzji związanych z ich przyszłością.

Konkretnie: czy, względnie: do jakiej szkoły je posłać?

Pytanie: czy je posłać do szkoły łączy się z moim głebokim przekonaniem, że za edukację dzieci odowiedzialni sa rodzice. Rodzic cedujący swój największy obowiązek wobec dziecka na bliżej mu nie znanych funkcjonariuszy systemu politycznego, czyli nauczycieli (skądinąd z pewnością wielu z nich to wspaniali ludzie, wcale nie mam zamiaru temu zaprzeczyć) zachowuje się podobnie jak rodzic zostawiający swe dzieckopod opieką mile wyglądającego pana na środku ulicy.  Pewnie troszkę przesadziłem tym obrazem. Ale niewiele. Naprawdę niewiele.

Bóg dał nam obowiązek przelewania życia; przekazywania go dalej.  Skoro nas – chrześcijan – powołał do życia nowego, oznacza to, że nałożył na nas obowiązek przelewania owego nowego życia. Jednym z największych, najsilniej wpływających narzędzi owego przekazywania życia jest edukacja, czyli kształtowanie wizji świata dziecka przez dostarczanie mu określonej interpretacji świata w którym żyje – przez odpowiedni dobór informacji oraz schematów ich oceny. Oczywistością jest stwierdzenie, że ani jedno ani drugie nie jest neutralne. A więc, że szkoły uczą je w zgodzie z własnymi, uznanymi przez wpływowe grupy wytycznymi moralnymi.

Pedagodzy bowiem sa uczeni tego, że potrafią uczyć. Słusznie. Biorac się więc do swego zadania biorą się – przynajmniej ci najsolidniejsi – na poważnie. Uczyć znaczy: kształtować, wpływać. Wyciskać na swoje podobieństwo kształty w plastycznym światopoglądzie dziecka.

Że to działa, to znów, truizm. Jakby nie działało, to żadne państwo by nie wydawało kolosalnych sum na to. Skoro wydaje, znaczy, działa. Kształtuje. Jak? No na pewno tak, byśmy byli miłymi, posłusznymi obywatelami – przeciez nikto sobie w piętę nie strzela. Więcej: kształtuje tzw. POSTĘPOWO – a więc ucząc określonych postaw moralnych. Owa nauka wywiera wpływ na interpretację literatury, sztuki, historii a nawet nauki.

No i tu właśnie jako chrześcijanin mam problem. Nie mam wątpliwości, że oddając swe dziecko do publicznej szkoły oddaje je pod wpływ owego wpływu czyli manipulacji. Owszem, manipulacji cywilizowanej, jawnej, legalnej – ale manipulacji. Czyli swiadomemu kształtowaniu Jego sposobu myśli w sposób, który… hm… na pewno w pewnych sprawach będzie  dla mnie do przyjącia, ale na pewno w kilku nie. Więcej: ja NIE ZNAM różnorakich “hidden policies” – ukrytych celów edukacji, które zapewne sa i które być może sa nawet ujawniane w jakichś fachowych periodykach – które, znów, zakładam, raczej nie będą mi po drodze.

Podsumowując więc, wolałbym wziąc edukację swoich dzieci w rece własne lub przekazać ją w ręce osób do których mam większ zaufanie. Pierwsza opcja to opcja nauczania domowego. I tu wielki ukłon w stronę naszego Państwa – to jest możliwe. A to wcale nie jest oczywiste – większośc tzw. postepowych państw europejskich uważa, że rodzić nie ma prawa przejąc owego obowiązku wychowania od państwa. Jest to sytuacja dość kuriozalna – skoro tak, to równiez nie powinien ponosić za swe dziecko odpowiedzialności.  Prawo do wychowania zachowuje państwo, podczas gdy koncekwencje ma ponosić rodzic. Absurd.  

Przy okazji: można sobie wskoczyć tutaj:  http://www.edukacjadomowa.piasta.pl/

Niemniej, problem z edukacją domową to czas. Nie jestem pewien, czy jako rodzina byśmy podołali.

Druga alternatywa to założenie chrześcijańskiej szkoły. Podobno nie jest to taki trudne. Wystarczy napisac statut i znaleźć nauczycieli.  Jesli Bóg pozwoli, chciałbym pójśc własnie w tym kierunku.

Jesli ktoś ma jakieś doświadczenia bądź porady, będę bardzo wdzięczny. Równiez za zachętę, szczególnie z Torunia – być może uda nam się stworzyć jakąś inicjatywną grupę??

 

 

 

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi jak dotąd ↓

  • Adam // czerwiec 1, 2008 @ 10:43 pm | Odpowiedz

    Wtłaczania oficjalnej ideologii nie uda Ci się uniknąć, bo nawet prowadząc edukacje domową czy prywatną szkołę, będziesz musiał realizować program narzucony przez państwo.
    Gdyby jednak udało się stworzyć szkołę redukująca przemoc, szkołę w której dziecku można poświęcić więcej czasu, szkołę w której panuje bezwzględnie egzekwowana uczciwość to już byłby duży sukces.
    Pozdrawiam

  • Sergiusz // październik 24, 2008 @ 2:39 pm | Odpowiedz

    Mamy właśnie taką szkołę w Warszawie. I myślę Mateuszu, znając Twoje zacięcie w tych sprawach – wy też możecie taką mieć w Toruniu. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz